Kategorie

  • Brak kategorii

pierwszy. dzień. jesieni.

usiadłam u stóp jego cień górował nad moim cieniem słońce paliło nam grzbiety. wśród zbielałych odłamków suchych kości brzóz dzikozielona kępka mchu. patrzyliśmy jak żółtym tropem po liściastym trakcie odchodzi ostatnie nastoletnie lato przychodzi ostatnia nastoletnia jesień.

o wierszu który miał powstać

przyjechałam ze strzępami wierszy w bezradnych rękach z kieszeniami pełnymi skrawków słów i obrazów które za nic nie chcą stworzyć całości. są wśród nich gwiazdy oczy aniołów, ogniska pasterzy niebieskich łąk są i lepkie palce mroku, ciemność kładąca zimną dłoń na gardle, jest poranne niebo, lekko zszarzałe nad horyzontem, jakby skraj jego szaty przybrudził się [...]

moje dwa dni

Gnałam autobusem przez zmierzchające lasy śmieliśmy się do siebie ja i pyzaty księżyc na głos kroków w trawie nieruchomiały skrzaty w żółtych czapkach spłynął wodospad na wschodzące zboża a Pan położył swój łuk na obłoki i otwarło się niebo a złoto Królestwa olśniło uciszyło szemrające brzozy zaszumiały czarne skrzydła biciem równym jak puls w skroni [...]